wtorek, 14 maja 2019

Mama idzie do pracy...

To nie jest praca, która mnie wyczerpuje do granic możliwości, nie daje spać po nocach... Nie znikam też na 8 czy 12 godzin dziennie. To są tylko 4 godziny.
Ale długo się zastanawiałam, czy zdecydować się na pójście do pracy. Ciągle myślałam, jak to będzie z Małą, czy te Jej 13 miesięcy to nie za wcześnie przede wszystkim dla Niej, czy będzie to bardzo przeżywać, jak to się na Niej odbije.
Ale postanowiłam, że spróbujemy. Zawsze można zrezygnować.
Okazało się, że wyszło nam to na dobre. A na pewno jest więcej plusów niż minusów. Przyznam szczerze, że te 4 godziny dla Małej, to małe urozmaicenie dnia, bo jest wtedy z Babcią, a wiadomo, jak to Babcia... Mama mówi NIE, ale Babcia już tak nie powie ;)
Z drugiej strony Mama czasami punktuje, bo jak wraca z pracy to pozwala Jej robić to, na co Babcia boi się pozwolić... ;)
Gdy wychodzę do pracy robi "Pa, Pa" i nie ma płaczu. Gdyby nasze rozstania były ciężkie, prawdopodobnie zostałabym w domu.
Ale ten uśmiech, gdy wracam z pracy... Szczera radość i wyciągnięte rącie, by Ją wziąć i poprzytulać. :) Bezcenne doświadczenie :)

Ja znów w pracy zajmuje się całkiem odmiennymi sprawami, i to pomaga mi psychicznie odpocząć. Zdążę stęsknić się za dzieckiem... Zrobić listę zakupów i same zakupy w drodze do domu, zjeść spokojnie śniadanie, napić się kawy lub herbaty, pomyśleć choć przez chwilę tylko o sobie, bo nie ukrywajmy, każda kobieta (bez względu na to czy jest żoną, mamą, rozwódką, narzeczoną, wdową czy singielką) tego potrzebuje, bo przede wszystkim jest człowiekiem.
Praca w domu (tak, to jest praca) jest nużąca i męcząca. Zauważyłam również, że znacznie spłyca myślenie, człowiek potrafi stracić swoje zainteresowania. Gdy po porodzie pierwszy raz wyszłam z domu do miejsca, w którym było mnóstwo ludzi czułam się przytłoczona i trochę wystraszona. Mój mózg nie nadążał za tym, co do mnie mówią i co ja mówię. Fakt, po cesarce czułam się fatalnie przez dłuższy czas (nie wspominam za dobrze tych kilku miesięcy po porodzie), ale później też nie było lepiej. Ciężko było mi się odnaleźć w nowej - starej rzeczywistości.
Teraz mam kontakt z ludźmi, z którymi rozmawiam na różne tematy, i są one dalekie od pampersów, zmiany pampersów i ich zawartości ;)  Na dodatek potrafię się jakoś lepiej zorganizować, powróciły do mnie funkcje o nazwie: koncentracja i pamięć :)
Taka 4 - godzinna przerwa od codziennego życia dla mnie stała się zbawienna, choć nie przypuszczałam, że tak właśnie będzie.

A najważniejszą sprawę zostawiłam na sam koniec: kocham tą Moją Kruszynkę najmocniej na świecie. Ona i mój Mąż są centrum w moim prywatnym wszechświecie. 💕 Nasza Blabladorka też oczywiście. :)  A pójście do pracy mocno to uwydatniło. 💖


                                         

poniedziałek, 13 maja 2019

Nowe, nowe, nowe...

Czytając mojego poprzedniego (i jak starego 😳) bloga na mej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Zaledwie 10 lat temu szukałam swojego miejsca na Ziemi, w przenośni i dosłownie, nie wiedziałam, co ze sobą począć. W chwili obecnej pracuję i muszę przyznać, że jest to jedyne miejsce, w którym odzyskuję równowagę i mogę pomyśleć o sobie i o sobie zadecydować (tj.: chcę mi się sikać - idę do toalety, ot tak, po prostu) 😄. Kto by pomyślał....
Nieco ponad rok temu urodziłam najcudowniejszą Istotkę na Ziemi... Wywróciła moje życie do góry nogami, zmieniła priorytety, nastawienie do życia, sens, i ilość godzin w dobie.
Nie cofnęłabym czasu....
Tylko tego czasu na poczytanie książki i posłuchania muzyki mi brakuje.... :)
I żeby w spokoju załatwić swoje potrzeby w toalecie...
I żeby nie bać się ciszy w domu...  😂
Będę pisać. O ile mi czasu starczy :) Da się jakoś naciągnąć dobę? 😉

Mama idzie do pracy...

To nie jest praca, która mnie wyczerpuje do granic możliwości, nie daje spać po nocach... Nie znikam też na 8 czy 12 godzin dziennie. To są ...